← Nasz BlogO DNA
23 sierpnia 2026
W końcu mój brand (trochę trudno mi jeszcze nazywać to brandem, ale nim się stanie) stoi na surowych bitach hip-hopu, na których dorastałem.
To echo wszystkich moich bitów, które zostały w Akai MPC. To transformacja samplingu — z dźwięków w tkaniny.
Dlatego wszystkie kolejne zdjęcia na Instagramie i w katalogu na stronie będą surowe, dopóki nie zarobię na profesjonalną sesję zdjęciową. Albo dopóki jacyś dobrzy ludzie nie wyciągną do mnie ręki na zasadzie barteru.
Traktuję to jako część historii, historię mojego rozwoju nie tylko jako rzemieślnika (za którego zdecydowanie się uważam), ale też jako nosiciela DNA Domu Iwaszko ze strony mamy.
Ale mój brand to nie tylko jedna strona, ale również ta ojcowska. O obu babciach — krawcowych i rękodzielniczkach. O cioci. O wszystkich tych, którzy mają maszynę do szycia.
Więc nie odwracajcie się od tej surowości początku. Bądźcie aktywnymi widzami. Bądźcie głosem w komentarzach. Bądźcie prawdziwi, tak jak ivashko, upcycling studio. Wypolerowany, błyszczący świat nikogo nie interesuje, więc wybrałem mat. Tak jak wszystkie analogowe zdjęcia mojej mamy.
Tak. Do dziś pamiętam, jak podkreślała, że zdjęcia mają być matowe w zakładzie fotograficznym przy końcowym przystanku trolejbusu, obok hotelu Lwów, tam, za zakrętem, idąc w stronę Millennium.
I do dziś pamiętam, jak się zasmuciła ten jeden jedyny raz, kiedy okazały się błyszczące. Bo zapomniała powiedzieć, że mają być matowe.
— A dlaczego zawsze mają być matowe? — zapytałem ją gestami.
— Żeby słońce ich nie oślepiało.