
zrodzone z korzeni
piąte pokolenie. pierwsze w swoim rodzaju.
Uważamy, że każda nogawka, koszula czy pościel może żyć dłużej, niż często wydaje nam się w momencie, kiedy pojawia się chęć odświeżenia garderoby. Bo odświeżanie jest przecież czymś zupełnie normalnym. Jednak wierzymy, że każdemu wyrobowi, który nosiliśmy, można dać drugie życie. Dlatego z zasady szukamy naszych podstawowych materiałów w second-handach albo dostajemy je od naszych przyjaciół. Często zdarza się, że nasze własne rzeczy zamieniają się w nowe wyroby dostępne na stronie, które tworzymy w naszym studio upcyclingu. Naszym celem jest dawanie rzeczom drugiej szansy, bo mogą służyć dłużej, niż nam się wydaje. Mamy nadzieję, że wesprzecie świadomy biznes i slow fashion, choć w naszej pracowni nie lubimy słowa „moda”, bo bardziej cenimy indywidualny styl. To także możliwość wsparcia lokalnego twórcy i ponownego wykorzystania rzeczy zamiast ciągłego produkowania nowych. Znaczna część odpadów ostatecznie trafia tam, gdzie już ich nie widzimy — między innymi do krajów, które zwykło się nazywać „trzecim światem”. Chociaż nie istnieje żaden inny świat poza naszym. Nasza pracownia mieści się obecnie w przestronnym pokoju starego mieszkania we Wrocławiu, na Ołbinie, niedaleko Parku Stanisława Tołpy. Każdą rzecz szyjemy samodzielnie, ręcznie, na profesjonalnej przemysłowej maszynie do szycia oraz overlocku. Tak naprawdę ivashko, upcycling studio to jedna osoba i nasi najdrożsi pomocnicy — rodzice. To właśnie oni są fundamentem ivashko i to oni są nośnikami tradycji oraz doświadczenia związanego z rzemiosłem i produkcją. Współpracujemy również ze znajomymi, którzy są już na emeryturze. To bardzo kameralne studio. Spotykają się tu rzemieślnicy, którzy praktycznie całe życie żyją rękodziełem i szyciem. Cały proces jest niezwykle ciekawy i zabiera mnóstwo czasu — od pomysłu, przez narysowanie i przygotowanie szablonu, szycie wyrobu i zdjęcia na Instagram, aż po moment, w którym torba trafia na Wasze ramiona. Jak więc wygląda ta droga? 1. Bierzemy duże torby i ruszamy do wrocławskich second-handów, gdzie osobiście wybieramy wszystko, co nam się spodoba. Wszystko powinno być mocne i wytrzymałe; mogą to być również cieńsze jeansy, ale najlepiej, żeby były w 100% bawełniane. Kupujemy również welwet, canvas, kamuflaż, tweed, mocną pościel na torby oraz koszule w kratę, bo te zawsze są niezawodne. 2. W razie potrzeby dokupujemy dodatki i akcesoria — taśmy na uchwyty, czasem podszewkę, flizelinę albo metalowe elementy. Rzadziej zamki, ale kto wie. 3. Sortujemy i wybieramy materiały, z których możemy kompleksowo zbudować małą serię, niemal jak mini kolekcję. To właśnie coś, do czego chcemy dojść. 4. Niektóre rzeczy pierzemy. Wszystko obowiązkowo rozpruwamy. A potem dużo prasujemy. 5. Następnie najczęściej tworzymy szablon dopasowany do naszych materiałów albo korzystamy z tych, które już mamy, jeśli rzeczywiście zgadzają się wymiarami. Dopiero wtedy rozcinamy materiały i kroimy. 6. Zszywamy wszystko i stawiamy swój podpis — pomarańczową albo żółtą taśmę. Mamy nadzieję, że już niedługo będziemy wszywać własne metki, a na razie jest właśnie tak. 7. Następnie bierzemy aparat i fotografujemy wszystko do katalogu. Jeśli jest możliwość, zapraszamy znajomych i robimy sesje zdjęciowe, po czym publikujemy wszystko w internecie — na naszych kontach oraz na stronie. 8. Tydzień wcześniej, kiedy wszystko jest już naprawdę gotowe, piszemy posty i coś na bloga, gdzie opowiadamy historię każdej serii — gdzie, jak i dlaczego powstała, a przede wszystkim: ile toreb udało się uszyć i jakich. Przy okazji drukujemy na naszej drukarce papierowe metki oraz karty z podziękowaniem. Ustalamy datę dropu. Czekamy razem z Wami. Cieszymy się z Waszych zamówień. Oto więc nasza droga — jeśli nie samuraja, to Mandalorianina. 🌾

“Nie tylko szyjemy torby. Tworzymy rzeczy, które przypominają — druga szansa może być piękna.”